Do wyborów samorządowych pozostało nieco mniej czasu, niż do Euro 2012. Przygotowania do imprezy piłkarskiej są na etapie jednego gotowego stadionu i kilkunastu rozgrzebanych dróg, jednak istnieje szansa, że będzie więcej i lepiej. Przygotowania do wyborów lokalnych oraz wizje i perspektywy następnej władzy są z kolei takie same, jak cztery lata temu o tej porze. To znaczy, że po wyborach nic się nie zmieni.
Dotychczasowy sposób zarządzania miastem budzi mieszane uczucia. Władza (piszę ogólnie o tej uchwałodawczej i wykonawczej oraz o dyrektorsko-prezesowskiej otoczce) oddaje oleśniczanom obiekty potrzebne i oczekiwane, i chwała jej za to. Chwała Radzie, że koncepcję przyjęła, chwała burmistrzowi, że było za co. Osiągnięcia takie może nie wymagają uznania godnego lądowania na Księżycu, ale uczciwie należy przyznać, że jesteśmy w gronie miast o podobnym potencjale, które mają basen otwarty i kryty oraz salę sportową (a jest ich większość), a nie w grupie gnuśnych maruderów, którym nic nie przybywa. Tych jednak jest mniej. Aha, będzie jeszcze ślizgawka. Łał.
Szkoda jedynie, że nikt nie potrafi zdyskontować takich sukcesów. Salę sportową otwarto z pompą i paradą, by po chwili całą radość przykryła „afera fryzjerowa” i uwagi, zapewne dyletanckie, że coś tam jest za niskie czy za krótkie. Żeby już nikt nie marudził, na wszelki wypadek ograniczono dostęp do kortów, bo jeszcze mogłoby się okazać, że ziarenka mączki nie spełniają norm. Na szczęście otworzono nowiutki basen. Basen nie jest za niski, regulamin użytkowania nie przeszkadza w korzystaniu z uroków kąpieli (jak w przypadku kortów), ale, aż strach napisać, podobnież jest zbyt płytki.
Oleśnica – jak na miasto o wielkim uroku i dużych możliwościach – zakupiła/otrzymała (?) strategię promocyjną, polegająca na przekonywaniu, że zachwyca. No, zachwyca, a strategię chyba skradziono, bo nic więcej o niej nie mówiono. Genialny oddźwięk promocyjny miały za to pomysły promowania donosów obywatelskich i biadolenie o podłożu kynologiczno-fekalijnym. W ogólnopolskich mediach obraz Oleśnicy jawił się jako zafajdanego miasta opanowanego przez wandali, z czym lokalne władze nie potrafią sobie poradzić. Pomyślano jednak o symbolu miasta i w ten sposób zawitała do nas Ola. Ola jest cudna i fajnie wychodzi na zdjęciach, jednocześnie musi mieć większe zasługi od Konrada I czy Karola II, skoro zaznała takiego zaszczytu. Skoro jednak promujemy nowość i młodość, to stare nieco przeszkadza i zagraża. Zagrożeniem okazał się dziewiętnastowieczny domek, zagrożeniem na tyle poważnym, że konieczna była jego eksterminacja. Jeśli nie dało się tego uniknąć, to może należało wyposażyć paru niezadowolonych w kilofy i w ramach promowania turystyki aktywnej wysłać ich na wycieczkę na Sejmową 10?
Trochę się wyzłośliwiam, trochę przejaskrawiam, ale ogólnie problem jest poważny. Żyję w Oleśnicy prawie 34 lata, a ponad półtora roku o niej piszę. Zachwycam się swoim miastem, ale jednocześnie nie potrafię być wobec niego bezkrytyczny. Powodów do niezadowolenia dostarczają ludzie nim zarządzający: stolica powiatu stała się ofiarą ich nieudolności i krótkowzroczności. Wielu rzeczy dokonano (sala, basen), wiele rzeczy zrealizować można było lepiej (sala, basen?), o wielu rzeczach nie chce się pamiętać (niektóre daty i rocznice), a jeszcze inne robi się źle (chaos informacyjno-promocyjny) lub wcale (muzeum).
Irytuje mnie brak pasji i uczuć wyższych wobec własnego miasta, zadziwia minimalizm radnych, rozczula wiernopoddaństwo opozycji, która chyba liczy na wymierne jego efekty w „nowej radzie”. Boję się, że konserwowany od kilkunastu lat układ ratuszowo-samorządowy, obietnicami synekur zostanie utrwalony po nadchodzących wyborach.
Na szczęście oleśniczanie są świadomi tego, że może być lepiej. Świadomość ta przejawia się chociażby w obserwowaniu i komentowaniu rzeczywistości. Dzięki nowym mediom każdy może wyrazić swoje zdanie: na rozmaitych forach jest wiele interesujących, często krytycznych opinii. Niektóre są naprawdę przemyślane i trafne, jednak nikt z nimi się nie liczy! Jest tak dlatego, że ich autorzy wygodnie ukrywają się pod rozmaitymi nickami. Anonimowość nie zawsze jest zaletą, dlatego powstał ten blog.
Blogiem jednak świata nie zmienimy, podjąłem zatem decyzję o kandydowaniu do Rady Miasta. Jest szansa, aby pewne zmiany zostały zrealizowane, ponieważ znaleźli się ludzie, którym działalność dla Oleśnicy leży na sercu i mieli odwagę to ujawnić. Nie ukrywam, że im będzie nas więcej, tym szansa ta wzrośnie. Bardzo chętnie kandydowałbym wraz z osobami, z których krytycznymi opiniami się zgadzam: szkoda, że wciąż pozostają w ukryciu. Duża część oleśniczan pragnie zmian. Krytyka, nawet anonimowa, jest tego dowodem: ktoś ma swoje zdanie, ktoś odważył się je przekazać innym – to już coś, ale ciągle za mało, by cokolwiek zmienić. Żeby tak się stało, konieczny jest realny wpływ na podejmowane decyzje. Jedynym sposobem zdobycia go jaki znam - jest kandydowanie do Rady Miasta.
Marzymy o nowoczesnym mieście, które sprawnie zarządzane jest magnesem dla uczciwego biznesu. O Oleśnicy, która ma spójną strategię promocyjną i w poszanowaniu wobec własnych dziejów i kultury dba o rozwój dzieci nie tylko na pływalni, ale także na wystawie, w galerii, muzeum. O Radzie Miasta, która będzie prawdziwą Radą dla Oleśnicy, a nie gronem potakiwaczy wobec burmistrza (ktokolwiek nim zostanie!).
Wiem, że może to mało. Że to nie są spektakularne wizje przyszłości. Proszę o wybaczenie, ale trudno będzie się przebić w licytacji ilości boisk, które zbudujemy, sal sportowych, które otworzymy, zamków, które odzyskamy i kamieni węgielnych, które wmurujemy (gdziekolwiek i pod cokolwiek).
Ilością obietnic jak dotąd wygrywało się wybory, ale jak zweryfikować jakość pracy władzy? Właśnie nadchodzi czas weryfikacji. Nie bądźmy bierni, wyjdźmy poza anonimową krytykę i komentarze, pokażmy oleśniczanom, że może być inaczej.
Jeżeli udało mi się przekonać, czy chociażby zainteresować kogokolwiek – serdecznie zapraszam do współpracy. Wpuśćmy razem świeże powietrze do sali obrad ratusza, skierujmy więcej światła na istotne dla oleśniczan problemy i na ich potrzeby. Dla Oleśnicy!
Myślących podobnie proszę o kontakt: michalskrzypek@michalskrzypek.pl
Jak powiedział jeden przywódca epoki słusznie minionej: „Pomożecie?”
No!
czwartek, 23 września 2010
środa, 25 sierpnia 2010
Koniec wakacji. Koniec Oli?
Nie lubię końców. Kiedyś lubiłem koniec roku szkolnego, ale też do czasu. Od kiedy pracuję, wakacje stały się w jakiś czarodziejski sposób bardzo krótkie, a czasami w ogóle znikają. Niekiedy jednak cieszę się, że nadchodzi ich koniec. Może to i dziwne, że czas odpoczynku jest męczący, ale w tym roku zamiast odpocząć od pracy, skutecznie i efektywnie odpocząłem od wypoczynku. Od bloga również, bo przez małą chwilę byłem nieobecny fizycznie i duchowo.
Mała chwila przybrała rozmiary monstrualnej, gdy śledząc zaległe informacje z Oleśnicy przeczytałem, co się w tym czasie wydarzyło. Jak na wakacje było tego chyba zbyt wiele, nie będę więc przypominał poszczególnych faktów, poza jednym, niestety bulwersującym.
Na ławce w rynku posadzono Olę. Ola jest śliczna i jest mi trochę głupio, że wyśmiałem ją w grudniu, pisząc w podsumowaniu roku 2009 przy listopadzie: „Urząd Miasta otwiera plebiscyt na symbol Oleśnicy. Symbol mają posadzić na ławce w rynku, żeby siedział i promował. Miałem sam się zgłosić, ale urzędnicy zawęzili wybór między innymi do krasnala, smoka i dziewczynki z zapałka..., tfu! z różami, oczywiście. No i wrażliwa ludność wybrała dziewczynkę. Posadzą teraz dziecko na mrozie, dadzą kłujące kwiatki i każą pozować do zdjęć. Mam nadzieję, że zatroszczą się o nią chociaż lokalni rezydenci z fioletowymi nosami”. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że wyśmiałem pomysł na symbol, a nie samo dzieciątko. Wróćmy jednak do rzeczy.
Ola jest śliczna, chociaż to kwestia gustu. Akurat mnie się podoba. Inicjatywa z symbolem miasta także jest godna pochwały. Pomysł z ankietą również. Nie rozumiem natomiast przesłania „Oli”, idei, która przyświecała uczynieniu z dziewczynki personifikacji Oleśnicy (?) Cóż, jako element promocyjny dziecko zawsze będzie miało konotacje pozytywne, niemniej z miastem łączy ją tylko trzymana róża (róż u nas obecnie jakby mniej, ale może to złudne). Imię (w zdrobnieniu), owszem, kojarzy się z nazwą „Oleśnica”, ale nie mniej i nie więcej niż z „Olesno”, „Olkusz” czy „Olsztyn”. Mnie najbardziej przypomina… Opole, bo jakieś sto lat temu na polu namiotowym w Mielnie była pewna Ola z Opola.
No okej, niech będzie też Ola z Oleśnicy. W zasadzie – już jest. Teraz pole do popisu dla kreatywnych: Ola, skoro narodziła się z woli urzędników i internautów (tych głosujących w plebiscycie), potrzebuje własnej historii. Legendy. Oleśnickiej opowieści. Wrocławskie krasnale nie zostały wymyślone, ponieważ mają historyczne uzasadnienie w Pomarańczowej Alternatywie. Mimo to są o nich książeczki, każdy ma imię i pełni odpowiedzialną funkcję. Pewno ze smokiem byłoby łatwiej. Prawda jest taka, że równie wdzięcznym symbolem Oleśnicy mogłaby być artystka Helma Fischer, której postać, na przykład pochyloną przy sztalugach z ołówkiem w ręku, chętnie widziałbym na podzamczu. Chociaż może i nie mogłaby być takim symbolem ze względu na pochodzenie. Pochodzenie słuszne mają za to oleśniccy Konradowie, ale co z tego…
Ola już jest, siedzi, i – chciałoby się powiedzieć – ma się dobrze. Ale wcale się dobrze nie ma. Nie dość, że dopiero trzeba stworzyć jej historię, to kosztowała dość sporo i przyjechała z innego miasta. Nie jest oleśniczanką, znaczy się. Mało tego, jest systematycznie niszczona przez niewidzialnego Fantomasa.
Nie jestem w tym przypadku zwolennikiem wymyślania symboli promocyjnych na siłę, powinniśmy bowiem zaczerpnąć z naszej historii i kultury, albo po prostu z czegoś, co można by nazwać „oleśnickością”. Skoro jednak zaadoptowaliśmy (trochę na siłę) Olę, która jest naprawdę urocza, i zapłaciliśmy za jej pobyt (bo dzieci kosztują), to jej brońmy. Pilnujmy jej przed debilami. Jestem zbulwersowany uszkodzeniem figurki, cóż, ludzie bywają różni. Ale jeszcze bardziej bulwersuje mnie fakt, że kosztujący majątek monitoring okazał się być w praktyce drogim gadżetem. Pal licho Olę i jej kwiatek, chociaż żal i dziewczynki, i pieniędzy. Oleśnica musi być bezpiecznym miastem, jak na razie jest, ale kto wie jak będzie w przyszłości? Obecnie nic złego (jeszcze?) się nie wydarzyło, jednak jeżeli ktoś kogoś w rynku napadnie – istnieją duże szanse, że ujdzie mu to na sucho.
Miejski monitoring musi spełniać wszelkie normy, jakie są stawiane przed takimi systemami. Nie mam wiedzy, czy kamery z rynku nagrały durnia niszczącego Olę, tylko po prostu nie widać jego twarzy. Policja powinna już znać płeć i przybliżony wiek wandala, skoro od pewnego czasu czujne oko kamery tkwi wycelowane w nasz nowy symbol i jego ławeczkę. Może zna, ale „dla dobra śledztwa” jeszcze nie ujawnia? Oby, bo pomyłka mogła się zdarzyć za pierwszym razem. Drugi nie powinien mieć miejsca. Niestety, chuligan (chuligani) z sukcesem dokonał zniszczenia po raz trzeci, a to już zakrawa na kpinę z tak zwanych organów ścigania, monitoringu i innych zabezpieczeń. Więc albo śledczy realizują jakiś misterny plan, albo Ola zniknie wraz z wakacjami.
P.S. Ponownie proszę o oddawanie głosów na organy z oleśnickiej bazyliki. Link jest umieszczony po prawej stronie. Obrońmy dobre, trzecie miejsce, jeszcze jest prawie tydzień!
Mała chwila przybrała rozmiary monstrualnej, gdy śledząc zaległe informacje z Oleśnicy przeczytałem, co się w tym czasie wydarzyło. Jak na wakacje było tego chyba zbyt wiele, nie będę więc przypominał poszczególnych faktów, poza jednym, niestety bulwersującym.
Na ławce w rynku posadzono Olę. Ola jest śliczna i jest mi trochę głupio, że wyśmiałem ją w grudniu, pisząc w podsumowaniu roku 2009 przy listopadzie: „Urząd Miasta otwiera plebiscyt na symbol Oleśnicy. Symbol mają posadzić na ławce w rynku, żeby siedział i promował. Miałem sam się zgłosić, ale urzędnicy zawęzili wybór między innymi do krasnala, smoka i dziewczynki z zapałka..., tfu! z różami, oczywiście. No i wrażliwa ludność wybrała dziewczynkę. Posadzą teraz dziecko na mrozie, dadzą kłujące kwiatki i każą pozować do zdjęć. Mam nadzieję, że zatroszczą się o nią chociaż lokalni rezydenci z fioletowymi nosami”. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że wyśmiałem pomysł na symbol, a nie samo dzieciątko. Wróćmy jednak do rzeczy.
Ola jest śliczna, chociaż to kwestia gustu. Akurat mnie się podoba. Inicjatywa z symbolem miasta także jest godna pochwały. Pomysł z ankietą również. Nie rozumiem natomiast przesłania „Oli”, idei, która przyświecała uczynieniu z dziewczynki personifikacji Oleśnicy (?) Cóż, jako element promocyjny dziecko zawsze będzie miało konotacje pozytywne, niemniej z miastem łączy ją tylko trzymana róża (róż u nas obecnie jakby mniej, ale może to złudne). Imię (w zdrobnieniu), owszem, kojarzy się z nazwą „Oleśnica”, ale nie mniej i nie więcej niż z „Olesno”, „Olkusz” czy „Olsztyn”. Mnie najbardziej przypomina… Opole, bo jakieś sto lat temu na polu namiotowym w Mielnie była pewna Ola z Opola.
No okej, niech będzie też Ola z Oleśnicy. W zasadzie – już jest. Teraz pole do popisu dla kreatywnych: Ola, skoro narodziła się z woli urzędników i internautów (tych głosujących w plebiscycie), potrzebuje własnej historii. Legendy. Oleśnickiej opowieści. Wrocławskie krasnale nie zostały wymyślone, ponieważ mają historyczne uzasadnienie w Pomarańczowej Alternatywie. Mimo to są o nich książeczki, każdy ma imię i pełni odpowiedzialną funkcję. Pewno ze smokiem byłoby łatwiej. Prawda jest taka, że równie wdzięcznym symbolem Oleśnicy mogłaby być artystka Helma Fischer, której postać, na przykład pochyloną przy sztalugach z ołówkiem w ręku, chętnie widziałbym na podzamczu. Chociaż może i nie mogłaby być takim symbolem ze względu na pochodzenie. Pochodzenie słuszne mają za to oleśniccy Konradowie, ale co z tego…
Ola już jest, siedzi, i – chciałoby się powiedzieć – ma się dobrze. Ale wcale się dobrze nie ma. Nie dość, że dopiero trzeba stworzyć jej historię, to kosztowała dość sporo i przyjechała z innego miasta. Nie jest oleśniczanką, znaczy się. Mało tego, jest systematycznie niszczona przez niewidzialnego Fantomasa.
Nie jestem w tym przypadku zwolennikiem wymyślania symboli promocyjnych na siłę, powinniśmy bowiem zaczerpnąć z naszej historii i kultury, albo po prostu z czegoś, co można by nazwać „oleśnickością”. Skoro jednak zaadoptowaliśmy (trochę na siłę) Olę, która jest naprawdę urocza, i zapłaciliśmy za jej pobyt (bo dzieci kosztują), to jej brońmy. Pilnujmy jej przed debilami. Jestem zbulwersowany uszkodzeniem figurki, cóż, ludzie bywają różni. Ale jeszcze bardziej bulwersuje mnie fakt, że kosztujący majątek monitoring okazał się być w praktyce drogim gadżetem. Pal licho Olę i jej kwiatek, chociaż żal i dziewczynki, i pieniędzy. Oleśnica musi być bezpiecznym miastem, jak na razie jest, ale kto wie jak będzie w przyszłości? Obecnie nic złego (jeszcze?) się nie wydarzyło, jednak jeżeli ktoś kogoś w rynku napadnie – istnieją duże szanse, że ujdzie mu to na sucho.
Miejski monitoring musi spełniać wszelkie normy, jakie są stawiane przed takimi systemami. Nie mam wiedzy, czy kamery z rynku nagrały durnia niszczącego Olę, tylko po prostu nie widać jego twarzy. Policja powinna już znać płeć i przybliżony wiek wandala, skoro od pewnego czasu czujne oko kamery tkwi wycelowane w nasz nowy symbol i jego ławeczkę. Może zna, ale „dla dobra śledztwa” jeszcze nie ujawnia? Oby, bo pomyłka mogła się zdarzyć za pierwszym razem. Drugi nie powinien mieć miejsca. Niestety, chuligan (chuligani) z sukcesem dokonał zniszczenia po raz trzeci, a to już zakrawa na kpinę z tak zwanych organów ścigania, monitoringu i innych zabezpieczeń. Więc albo śledczy realizują jakiś misterny plan, albo Ola zniknie wraz z wakacjami.
P.S. Ponownie proszę o oddawanie głosów na organy z oleśnickiej bazyliki. Link jest umieszczony po prawej stronie. Obrońmy dobre, trzecie miejsce, jeszcze jest prawie tydzień!
poniedziałek, 19 lipca 2010
Zamkowe graffiti ze Starego Testamentu
Spacerując z dzieciakami wokół zamku spostrzegłem, że przy przedbramiu odpadający tynk odsłonił przedwojenny napis. Pewno odsłonił go już dawno, może nawet sentencja nie była zasłonięta, ale jakoś dopiero teraz sfotografowałem i odczytałem.
Kilka fragmentów:



Całość brzmi: "Der Name des Herrn ist ein festes Schloss, der Gerechte läuft dahin, und wird beschirme"
Mniej więcej oznacza to, że najmocniejszą twierdzą jest imię Pana, które ochroni sprawiedliwego. Jest to cytat z Księgi Przysłów, rozdział 18, werset 10. W Biblii Tysiąclecia przetłumaczono: "Potężną wieżą jest imię Pana, bezpiecznie się chroni tam prawy".
Ot, ciekawostka.
Kilka fragmentów:
Całość brzmi: "Der Name des Herrn ist ein festes Schloss, der Gerechte läuft dahin, und wird beschirme"
Mniej więcej oznacza to, że najmocniejszą twierdzą jest imię Pana, które ochroni sprawiedliwego. Jest to cytat z Księgi Przysłów, rozdział 18, werset 10. W Biblii Tysiąclecia przetłumaczono: "Potężną wieżą jest imię Pana, bezpiecznie się chroni tam prawy".
Ot, ciekawostka.
środa, 14 lipca 2010
Zwodzenie zwiedzania
W piątek, 9 lipca, dostałem systemowego SMS-a z Urzędu Miasta o możliwości nieodpłatnego zwiedzenia m.in. biblioteki łańcuchowej z przewodnikiem. Szczegóły miały być na stronie UM. Warunkiem uczestnictwa było wpisanie się na listę, ponieważ z wiadomych przyczyn grupa nie mogła liczyć więcej niż 30 osób. Oprócz numeru pokoju, gdzie – jak zrozumiałem – przygotowywana jest lista uczestników, podano także numer telefonu, aby umożliwić zgłoszenie na odległość.
SMS przyszedł koło trzeciej, pracuję do piątej, a UM pracuje do czwartej (szczęściarze), zatem podjąłem wysiłek zgłoszenia telefonicznego. Nie udało mi się z nikim połączyć, ale trudno, będą jeszcze inne terminy (patrz na końcu posta).
Ze zdziwieniem przeczytałem w mediach, że takich jak ja było jeszcze całkiem sporo. No, może nie zdziwiło mnie, że wielu nie udało się zapisać. Zdziwiła mnie natomiast relacja ludzi, którzy wybrali się osobiście do ratusza i pocałowali klamkę. Oczywiście wycieczka się odbyła i była udana (zazdroszczę), ale dziennikarze portalu MojaOleśnica zainteresowali się tematem zapisów.
Okazało się, że wymieniony w urzędowym komunikacie pokój był zamknięty. Nie wiem, czy ciągle, czy chwilowo, ale jeżeli na oficjalnej stronie UM publikuje się komunikat wskazujący konkretne miejsce, to powinno ono być dla interesantów (w tym przypadku: zainteresowanych zwiedzaniem zabytków) otwarte przez wszystkie godziny pracy urzędu. Jeżeli go zamknięto – to powinna wisieć na drzwiach informacja, że lista na najbliższą sobotę jest już pełna. Rzecz jasna taka sama informacja powinna natychmiast zaistnieć przy komunikacie o zapisach na stronie internetowej urzędu, nie zaszkodziłoby też wysłanie podobnej wiadomości poprzez miejski system informacyjny SMS-em. Zaoszczędziłoby to zainteresowanym wycieczką nerwów i zapobiegło nieprzyjaznym komentarzom pod adresem UM.
To jednak nie koniec.
Trudno było uzyskać połączenie, ale w końcu ktoś odebrał. Poinformował, że tematem się nie zajmuje, a osoba kompetentna ma akurat wolne. Urlop w lipcu to nie grzech, ale nie uwierzę, że sporządzenie listy z trzydziestoma nazwiskami przerasta możliwości kogokolwiek z ratuszowej ekipy.
Chętnych odesłano do MOKiS-u.
W MOKiS-ie nikt o sprawie nie wiedział. Bez komentarza.
Cóż, odnoszę wrażenie, że upały wyłączają niektórym funkcję „zdrowy rozsądek”. Znakomity pomysł umożliwienia oleśniczanom zwiedzenia miejsc na co dzień niedostępnych, popsuła biurokracja. Pomijam już fakt, że na skomplikowany proces zapisania się na listę większość zainteresowanych miała około dwóch godzin, chociaż całość przygotowywano zapewne dużo wcześniej. Ocenę bardzo ciekawego projektu zaniża więc indolencja organizacyjno-informacyjna. Na szczęście będą jeszcze trzy okazje, żeby nadrobić uchybienia.
Wycieczka to interesujący, edukacyjny pomysł. Podobne odbywały się już wcześniej, ale nie cyklicznie i zazwyczaj do jednego miejsca „docelowego” (krypta, biblioteka łańcuchowa). Uważam, że wędrówka taka powinna być raz w roku obligatoryjna dla uczniów oleśnickich podstawówek, a dla wszystkich chętnych organizowana raz w miesiącu. Nie musi być za darmo, znam mnóstwo osób, które za umożliwienie zwiedzania z przewodnikiem zapłacą symboliczną sumę np. na renowację i utrzymanie obiektu dla jego gospodarza. Ewentualne wynagrodzenie przewodnika – np. od grupy. Gdyby profesjonalny przewodnik, władający językiem obcym, był na etacie w UM, w Oleśnicy pojawiłoby się więcej zorganizowanych wycieczek. I to wcale nie znaczy, że tylko z Niemiec. Byłoby to doskonałe uzupełnienie oferty basenowo-sportowej, pisałem już o tym w artykułach o promocji i turystyce aktywnej.
Pozostałe terminy zwiedzania oraz dane kontaktowe do zapisów zawarte są w komunikacie opublikowanym na stronie UM: 24 lipca, 07 i 21 sierpnia. Przewodnik PTTK: p. Kazimierz Bruzdewicz. Kontakt do zapisów: Urząd Miasta Oleśnicy, pokój 106, lub pod nr telefonu: (71) 798-21-93. Grupa – maksymalnie 30 osób*
* Źródło: www.olesnica.pl, dane na dzień 14 lipca 2010.
PS. Podobno teraz zapisy są w pokoju 111. Szukajcie, a znajdziecie.
SMS przyszedł koło trzeciej, pracuję do piątej, a UM pracuje do czwartej (szczęściarze), zatem podjąłem wysiłek zgłoszenia telefonicznego. Nie udało mi się z nikim połączyć, ale trudno, będą jeszcze inne terminy (patrz na końcu posta).
Ze zdziwieniem przeczytałem w mediach, że takich jak ja było jeszcze całkiem sporo. No, może nie zdziwiło mnie, że wielu nie udało się zapisać. Zdziwiła mnie natomiast relacja ludzi, którzy wybrali się osobiście do ratusza i pocałowali klamkę. Oczywiście wycieczka się odbyła i była udana (zazdroszczę), ale dziennikarze portalu MojaOleśnica zainteresowali się tematem zapisów.
Okazało się, że wymieniony w urzędowym komunikacie pokój był zamknięty. Nie wiem, czy ciągle, czy chwilowo, ale jeżeli na oficjalnej stronie UM publikuje się komunikat wskazujący konkretne miejsce, to powinno ono być dla interesantów (w tym przypadku: zainteresowanych zwiedzaniem zabytków) otwarte przez wszystkie godziny pracy urzędu. Jeżeli go zamknięto – to powinna wisieć na drzwiach informacja, że lista na najbliższą sobotę jest już pełna. Rzecz jasna taka sama informacja powinna natychmiast zaistnieć przy komunikacie o zapisach na stronie internetowej urzędu, nie zaszkodziłoby też wysłanie podobnej wiadomości poprzez miejski system informacyjny SMS-em. Zaoszczędziłoby to zainteresowanym wycieczką nerwów i zapobiegło nieprzyjaznym komentarzom pod adresem UM.
To jednak nie koniec.
Trudno było uzyskać połączenie, ale w końcu ktoś odebrał. Poinformował, że tematem się nie zajmuje, a osoba kompetentna ma akurat wolne. Urlop w lipcu to nie grzech, ale nie uwierzę, że sporządzenie listy z trzydziestoma nazwiskami przerasta możliwości kogokolwiek z ratuszowej ekipy.
Chętnych odesłano do MOKiS-u.
W MOKiS-ie nikt o sprawie nie wiedział. Bez komentarza.
Cóż, odnoszę wrażenie, że upały wyłączają niektórym funkcję „zdrowy rozsądek”. Znakomity pomysł umożliwienia oleśniczanom zwiedzenia miejsc na co dzień niedostępnych, popsuła biurokracja. Pomijam już fakt, że na skomplikowany proces zapisania się na listę większość zainteresowanych miała około dwóch godzin, chociaż całość przygotowywano zapewne dużo wcześniej. Ocenę bardzo ciekawego projektu zaniża więc indolencja organizacyjno-informacyjna. Na szczęście będą jeszcze trzy okazje, żeby nadrobić uchybienia.
Wycieczka to interesujący, edukacyjny pomysł. Podobne odbywały się już wcześniej, ale nie cyklicznie i zazwyczaj do jednego miejsca „docelowego” (krypta, biblioteka łańcuchowa). Uważam, że wędrówka taka powinna być raz w roku obligatoryjna dla uczniów oleśnickich podstawówek, a dla wszystkich chętnych organizowana raz w miesiącu. Nie musi być za darmo, znam mnóstwo osób, które za umożliwienie zwiedzania z przewodnikiem zapłacą symboliczną sumę np. na renowację i utrzymanie obiektu dla jego gospodarza. Ewentualne wynagrodzenie przewodnika – np. od grupy. Gdyby profesjonalny przewodnik, władający językiem obcym, był na etacie w UM, w Oleśnicy pojawiłoby się więcej zorganizowanych wycieczek. I to wcale nie znaczy, że tylko z Niemiec. Byłoby to doskonałe uzupełnienie oferty basenowo-sportowej, pisałem już o tym w artykułach o promocji i turystyce aktywnej.
Pozostałe terminy zwiedzania oraz dane kontaktowe do zapisów zawarte są w komunikacie opublikowanym na stronie UM: 24 lipca, 07 i 21 sierpnia. Przewodnik PTTK: p. Kazimierz Bruzdewicz. Kontakt do zapisów: Urząd Miasta Oleśnicy, pokój 106, lub pod nr telefonu: (71) 798-21-93. Grupa – maksymalnie 30 osób*
* Źródło: www.olesnica.pl, dane na dzień 14 lipca 2010.
PS. Podobno teraz zapisy są w pokoju 111. Szukajcie, a znajdziecie.
środa, 7 lipca 2010
Oleśnicki klimat sprzyja seniorom
Podobno ciężko dostać się na Uniwersytet Trzeciego Wieku, ale gdy kandydat zostanie już słuchaczem, dzień zwykle ma wypełniony zajęciami od rana do wieczora. Nic dziwnego, że w czasie wakacji czegoś brakuje.
Dzisiaj widziałem na Placu Zwycięstwa taki piękny obrazek:

Nie mam pojęcia, czy ten pan ma cokolwiek wspólnego z UTW. Na rolkach radził sobie świetnie i budził podziw oraz szczere uśmiechy na twarzach przechodniów. Dotyczy to również młodych-gniewnych, obsiadujących ławki i skubiących słonecznik. Nie drwinę czy pogardę, ale początkowo zdziwienie, następnie autentyczny szacunek. Naprawdę jeździł swobodnie i pewnie. Za pięćdziesiąt lat też bym tak chciał...
Dzisiaj widziałem na Placu Zwycięstwa taki piękny obrazek:
Nie mam pojęcia, czy ten pan ma cokolwiek wspólnego z UTW. Na rolkach radził sobie świetnie i budził podziw oraz szczere uśmiechy na twarzach przechodniów. Dotyczy to również młodych-gniewnych, obsiadujących ławki i skubiących słonecznik. Nie drwinę czy pogardę, ale początkowo zdziwienie, następnie autentyczny szacunek. Naprawdę jeździł swobodnie i pewnie. Za pięćdziesiąt lat też bym tak chciał...
niedziela, 4 lipca 2010
O rany, organy!
Oleśnica ma się czym chwalić, ale nie zawsze potrafi. Czasami robi to dobrze, niekiedy fatalnie, a najczęściej - wcale. W budowaniu marki "Oleśnica" wciąż jesteśmy na dorobku, zatem wykorzystujmy każdą okazję, by rozpowszechniać fakt istnienia naszego miasta oraz jego dziedzictwa kulturowego.
Zeszłomiesięczny najazd rycerstwa zachwycił, nawet mimo dość oszczędnej akcji informacyjnej, co już kiedyś wytknąłem. Niemniej tak ciekawe przedsięwzięcie promocyjnie zostało - chyba - zmarnowane. Poza lokalnymi mediami i lakonicznymi, "suchymi" komunikatami w Gazecie i Gazecie Wrocławskiej nikt o tym nie wspomniał. Przyjaciel, specjalista od promocji i organizacji imprez, był dość powściągliwy w wyrażaniu swojego entuzjazmu. Zapytał mnie wprost, co miała z tego Oleśnica i czy zyskała wizerunkowo. Owszem, nie mogę powiedzieć, że nie. Ale nie mogę też się pozbyć wrażenia, że można było bardziej wizytę rycerstwa rozpropagować, uwypuklić postać księcia Konrada jako zakonnego sojusznika. Rzecz jasna nie jest to wina bractwa rycerskiego, ci zrobili, co umieją i znakomicie pokazali to oleśniczanom. Media ogólnopolskie pokazują w programach informacyjnych skróty z podobnych imprez organizowanych w rozmaitych miejscowościach. To, co nas zachwyciło w Oleśnicy, pozostało jednak przez innych niezauważone. W przeciwieństwie do basenowego wynagradzania za tzw. donos obywatelski. Żal.
Wracając jednak do tematu: redakcja "Polski Gazety Wrocławskiej" po raz trzeci organizuje plebiscyt na Dolnośląskie Perły w Koronie. Oleśniccy pasjonaci lokalnej (i nie tylko) historii wybrali i zgłosili - a dokładnie zgłosił odwiedzający również i tego bloga Ruzam (dzięki!) - organy z naszej bazyliki.
Jest to zabytek absolutnie unikalny w skali kraju, a może i Europy. Ich dzieje i walory ujęte są w wielu przewodnikach i informatorach, ja szczególnie polecam aktualizowane na bieżąco opracowanie p. Marka Nienałtowskiego na jego stronie internetowej www.olesnica.org
W zeszłym roku ta sama ekipa z Forum Historii Oleśnicy (http://olesnica.mojeforum.net/) zgłosiła zamek, który ostatecznie zajął bardzo dobre, szóste miejsce. Tym razem istnieje szansa nawet na miejsce pierwsze.
Link do strony głosowania umieściłem z boku strony.
Z jednego adresu IP można oddać pięć ważnych głosów na dobę, plebiscyt trwa do 31 sierpnia 2010.
Dlaczego warto? Na moją prośbę o swój głos, wcześniej wspomniany przyjaciel (który jest bardzo mądrym człowiekiem i którego zdanie cenię i z nim się zazwyczaj liczę) odparł, że jest to idiotyczne. Nie zgadzam się, uważam, że warto wokół ciekawego projektu skupić jak największą liczbę osób. Osób, które mogłyby przekazać innym prosty przekaz: w Oleśnicy istnieją unikalne obiekty, będące owocem talentu i pracy poprzednich pokoleń, o które współcześni oleśniczanie dbają i się nimi szczycą. Ponadto jest to inicjatywa "obywatelska", nie pochodząca od jakiejkolwiek władzy.
Ze swojej strony gorąco nakłaniam do udziału w plebiscycie. Umieściłem apel na Twitterze oraz na forum oleśnickiej grupy w serwisie Golden Line.
Ewentualny sukces będzie efektem mobilizacji środowiska oleśnickich internautów i życzliwych nam osób z innych miast. Wysoka lokata, o ile taką zajmiemy w plebiscycie, może stanowić narzędzie promocyjne miasta, jeśli rzecz jasna ktoś będzie chciał i potrafił to wykorzystać. Baseny i sale sportowe są w każdym mieście, to naprawdę świetnie, że w Oleśnicy także. Jednakże takie organy (i ogólnie - bazylika z jej amboną i kryptami) są absolutną rzadkością.
Przy okazji zachęcam do słuchania organów na żywo. W upalne, letnie, niedzielne wieczory w bazylice odbywają się już od sześciu lat koncerty w ramach Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej. Załączam program Festiwalu, opublikowany na stronie oleśnickiego MOKiS-u:
25 lipca 2010
godz. 19:00
Bartosz Patryk Rzyman - organy
8 sierpnia 2010
godz. 19:00
Radosław Marzec - organy
Renata Marzec - wiolonczela
22 sierpnia 2010
godz. 19:00
Kåre Nordstoga - organy
5 września 2010
godz. 19:00
Piotr Rojek - organy
Igor Cecocho - trąbka
Szczegóły: www.mokis.pl
Zeszłomiesięczny najazd rycerstwa zachwycił, nawet mimo dość oszczędnej akcji informacyjnej, co już kiedyś wytknąłem. Niemniej tak ciekawe przedsięwzięcie promocyjnie zostało - chyba - zmarnowane. Poza lokalnymi mediami i lakonicznymi, "suchymi" komunikatami w Gazecie i Gazecie Wrocławskiej nikt o tym nie wspomniał. Przyjaciel, specjalista od promocji i organizacji imprez, był dość powściągliwy w wyrażaniu swojego entuzjazmu. Zapytał mnie wprost, co miała z tego Oleśnica i czy zyskała wizerunkowo. Owszem, nie mogę powiedzieć, że nie. Ale nie mogę też się pozbyć wrażenia, że można było bardziej wizytę rycerstwa rozpropagować, uwypuklić postać księcia Konrada jako zakonnego sojusznika. Rzecz jasna nie jest to wina bractwa rycerskiego, ci zrobili, co umieją i znakomicie pokazali to oleśniczanom. Media ogólnopolskie pokazują w programach informacyjnych skróty z podobnych imprez organizowanych w rozmaitych miejscowościach. To, co nas zachwyciło w Oleśnicy, pozostało jednak przez innych niezauważone. W przeciwieństwie do basenowego wynagradzania za tzw. donos obywatelski. Żal.
Wracając jednak do tematu: redakcja "Polski Gazety Wrocławskiej" po raz trzeci organizuje plebiscyt na Dolnośląskie Perły w Koronie. Oleśniccy pasjonaci lokalnej (i nie tylko) historii wybrali i zgłosili - a dokładnie zgłosił odwiedzający również i tego bloga Ruzam (dzięki!) - organy z naszej bazyliki.
Jest to zabytek absolutnie unikalny w skali kraju, a może i Europy. Ich dzieje i walory ujęte są w wielu przewodnikach i informatorach, ja szczególnie polecam aktualizowane na bieżąco opracowanie p. Marka Nienałtowskiego na jego stronie internetowej www.olesnica.org
W zeszłym roku ta sama ekipa z Forum Historii Oleśnicy (http://olesnica.mojeforum.net/) zgłosiła zamek, który ostatecznie zajął bardzo dobre, szóste miejsce. Tym razem istnieje szansa nawet na miejsce pierwsze.
Link do strony głosowania umieściłem z boku strony.
Z jednego adresu IP można oddać pięć ważnych głosów na dobę, plebiscyt trwa do 31 sierpnia 2010.
Dlaczego warto? Na moją prośbę o swój głos, wcześniej wspomniany przyjaciel (który jest bardzo mądrym człowiekiem i którego zdanie cenię i z nim się zazwyczaj liczę) odparł, że jest to idiotyczne. Nie zgadzam się, uważam, że warto wokół ciekawego projektu skupić jak największą liczbę osób. Osób, które mogłyby przekazać innym prosty przekaz: w Oleśnicy istnieją unikalne obiekty, będące owocem talentu i pracy poprzednich pokoleń, o które współcześni oleśniczanie dbają i się nimi szczycą. Ponadto jest to inicjatywa "obywatelska", nie pochodząca od jakiejkolwiek władzy.
Ze swojej strony gorąco nakłaniam do udziału w plebiscycie. Umieściłem apel na Twitterze oraz na forum oleśnickiej grupy w serwisie Golden Line.
Ewentualny sukces będzie efektem mobilizacji środowiska oleśnickich internautów i życzliwych nam osób z innych miast. Wysoka lokata, o ile taką zajmiemy w plebiscycie, może stanowić narzędzie promocyjne miasta, jeśli rzecz jasna ktoś będzie chciał i potrafił to wykorzystać. Baseny i sale sportowe są w każdym mieście, to naprawdę świetnie, że w Oleśnicy także. Jednakże takie organy (i ogólnie - bazylika z jej amboną i kryptami) są absolutną rzadkością.
Przy okazji zachęcam do słuchania organów na żywo. W upalne, letnie, niedzielne wieczory w bazylice odbywają się już od sześciu lat koncerty w ramach Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej. Załączam program Festiwalu, opublikowany na stronie oleśnickiego MOKiS-u:
25 lipca 2010
godz. 19:00
Bartosz Patryk Rzyman - organy
8 sierpnia 2010
godz. 19:00
Radosław Marzec - organy
Renata Marzec - wiolonczela
22 sierpnia 2010
godz. 19:00
Kåre Nordstoga - organy
5 września 2010
godz. 19:00
Piotr Rojek - organy
Igor Cecocho - trąbka
Szczegóły: www.mokis.pl
niedziela, 20 czerwca 2010
I wyruszyli...
Jeszcze kilka losowo wybranych zdjęć z ostatniego dnia pobytu bractwa rycerskiego w Oleśnicy.

Sojusz Księstwa Oleśnickiego i Zakonu...


Jakby przeczuwał, że tej wojny nie wygra...


...zaś książę na odchodnym rzucił "I'll be back" czy coś w tym guście. I niech wróci. Czekamy!

Na koniec ilustracja do powiedzenia "baby z wozu, koniom lżej".

Szkoda, że to już koniec. Wizyta rycerzy była w tym roku najbardziej udaną imprezą w Oleśnicy. Plakaty z fotografiami w mieście - znakomity pomysł. Być może kampania informacyjna mogłaby być bardziej intensywna, trzeba to wziąć pod uwagę na przyszłość: mnóstwo ludzi biegło wczoraj pod Bramę Wrocławską obejrzeć szturm, jednak już było za późno. Po prostu o inscenizacji dowiadywali się od znajomych. Inni byli przypadkowo, bo akurat przechodzili. Jeżeli będzie nam dana powtórka z obecnych uroczystości (oby!), może weekend wcześniej dwie, trzy osoby w strojach z epoki powinny kolportować ulotki wśród przechodniów? Nie wszyscy zwracają uwagę na plakaty...
Jeszcze raz dziękuję za tę sobotę i niedzielny poranek. Również za "rycerską" mszę w bazylice. Mury drżały, gdy rycerstwo weszło do świątyni...
Czekam na więcej. I spróbuję wziąć urlop w połowie lipca, by dopingować śląską chorągiew w boju. Jeszcze nie byłem pod Grunwaldem, a skoro historia daje sznsę uczczenia 600-lecia bitwy tam na miejscu, grzech nie skorzystać.
Sojusz Księstwa Oleśnickiego i Zakonu...
Jakby przeczuwał, że tej wojny nie wygra...
...zaś książę na odchodnym rzucił "I'll be back" czy coś w tym guście. I niech wróci. Czekamy!
Na koniec ilustracja do powiedzenia "baby z wozu, koniom lżej".
Szkoda, że to już koniec. Wizyta rycerzy była w tym roku najbardziej udaną imprezą w Oleśnicy. Plakaty z fotografiami w mieście - znakomity pomysł. Być może kampania informacyjna mogłaby być bardziej intensywna, trzeba to wziąć pod uwagę na przyszłość: mnóstwo ludzi biegło wczoraj pod Bramę Wrocławską obejrzeć szturm, jednak już było za późno. Po prostu o inscenizacji dowiadywali się od znajomych. Inni byli przypadkowo, bo akurat przechodzili. Jeżeli będzie nam dana powtórka z obecnych uroczystości (oby!), może weekend wcześniej dwie, trzy osoby w strojach z epoki powinny kolportować ulotki wśród przechodniów? Nie wszyscy zwracają uwagę na plakaty...
Jeszcze raz dziękuję za tę sobotę i niedzielny poranek. Również za "rycerską" mszę w bazylice. Mury drżały, gdy rycerstwo weszło do świątyni...
Czekam na więcej. I spróbuję wziąć urlop w połowie lipca, by dopingować śląską chorągiew w boju. Jeszcze nie byłem pod Grunwaldem, a skoro historia daje sznsę uczczenia 600-lecia bitwy tam na miejscu, grzech nie skorzystać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
